Na dzisiejszym spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki dla dzieci zorganizowanym z Przedszkolu Samorządowym w Zielonkach bardzo dużo mówiliśmy o książkach! Zajęcia rozpoczęły się od rozmowy dotyczącej kontaktu dzieci z biblioteką – jakie funkcje pełni biblioteka, co możemy w niej robić, czy kiedykolwiek korzystały z jej usług oraz jak należy zachowywać się w instytucji tego rodzaju.

Czytaj więcej: Z Kicią Kocią i Franklinem w bibliotece!

 

 

Nie od dziś wiadomo że wytrwałość jest kluczem do sukcesu. Ta cecha ma duże znaczenie szczególnie w pracochłonnym i misternym hafcie. Na szczęście hafciarki uczestniczące w warsztatach tradycyjnych zawodów, rzemiosła i rękodzieła artystycznego organizowanych, w ramach Małopolskiej Szkoły Tradycji, odznaczają się wytrwałością i dokładnością w haftowaniu, dzięki czemu z powodzeniem realizują program zajęć. Oby tak dalej!

 

Czytaj więcej: Warsztaty haftu – Małopolska Szkoła Tradycji

 

Skoro Anglia to powinny być herbatniki, tymczasem na naszym spotkaniu gościł pączek...dzięki czemu dyskusja o „Walizce pani Sinclair” aut. Louise Walters upłynęła w nader słodkiej atmosferze. Zawdzięczamy to polskiej tradycji świętowania Tłustego Czwartku, który obliguje do zajadania się w tym dniu pączkami i innymi smakołykami w rodzaju faworków i oponek.

Czytaj więcej: Polski pączek w angielskiej walizce…

 

 

Wprawdzie trzaskających mrozów nie ma, ale deszcz i wilgoć daje nam się we znaki, a to najlepszy znak, że trzeba „pobawić się w ciepłej wodzie”. Dla nas jest to oczywiste, że na zajęciach pojawi się miseczka z gorącą wodą, a w niej starte na drobne wiórki mydło. Po dokładnym rozpuszczeniu mydlin można zabierać się do pracy. Trzeba zabezpieczyć stół przed zamoczeniem i zgromadzić różnokolorowe pasma wełny czesankowej.

Czytaj więcej: Zabawa z mydlinami

 

Ciężko było…momentami nawet bardzo. Mimo styczniowego wieczoru atmosfera spotkania była bardzo gorąca, ale takie właśnie dyskusje lubimy najbardziej. Wcześniej chyba żadna z nas nie przypuszczała, że niepozorna niespełna 200-stronicowa książka-wywiad z byłą więźniarką obozu w Ravensbrück tak nas podzieli. Miałyśmy mieszane uczucia co do samej bohaterki wspomnień. Rozumiemy to, że każdy ma prawo do przeżywania takiej traumy jak pobyt w obozie na swój sposób, że czasami, żeby przeżyć, i nie oszaleć, trzeba było wypierać rzeczywistość, ale pisanie, że to nie było żadne piekło na ziemi w wypadku gdy ze 132 tysięcy więzionych tam kobiet oraz dzieci przeżyło zaledwie. 40 tysięcy w tym, zaledwie co piąta Polka, to już nie jest ani smaczne, ani optymistyczne i chyba pozbawione cienia prawdy. Owszem wiemy, że historie osadzonych bywały różne, niemniej jednak większość cierpiała głód i zimno, była bita, wykorzystywana do pracy niewolniczej i pseudo-badań medycznych. To nie jest piekło? A zatem co nim jest? Skoro czuła się tam jak w sanatorium nad jeziorem, to dlaczego przez wiele lat korzystała z odszkodowań, zaproszeń do niemieckich rodzin, paczek i wyjazdów wypoczynkowych do Niemiec? Dla nas to zupełny brak konsekwencji.

Czytaj więcej: Wspomnienia z "innego świata"