zdjęcie pań siedzących przy stole podczas spotkania klubu książki

Nasza majowa dyskusja o książce niemal zbiegła się ze świętem szczególnie ciepło obchodzonym w naszym kraju – Dniem Matki. Powieść, którą przyszło nam ostatnio czytać to właśnie historia matki, historia jej wyborów, a w końcu konsekwencji tychże. Konsekwencji, które prowadzić mogą do tragedii, łez, depresji, żalu, rozpadu rodziny. „Nocna Droga” Kristin Hannah - znanej nam wcześniej głównie z czytanego przed kliku laty „Słowika”- jest wstrząsająca. Otóż autorka pokazuje nam, jak mało trzeba, by nasze życie w jednej chwili rozsypało się na tysiące kawałków, niczym piękne wcześniej zwierciadło. Jak jedna chwila może zaważyć na życiu, szczęściu i dalszych losach rodziny – zresztą niejednej.

na zdjęciu widoczne trzy kobiety w różnym wieku siedzące przy stole w bibliotece

W poniedziałek 23 maja na spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych omawialiśmy książkę Anny Boleckiej „Medalion z ametystem”. W książce miała być opisana Warszawa schyłku XIX wieku, epoka zmian i dyskusji młodopolskich literatów. Miało być pięknie, wyszło jak zawsze.

na zdjęciu widoczne dzieci siedzące przy stolikach w bibliotece szkolnej

18 maja na spotkaniu Młodzieżowego Dyskusyjnego Klubu Książki ćwiczyliśmy naszą spostrzegawczość, słownictwo i pomysłowość rozwiązując szarady językowe.

na zdjęciu widoczna grupa kobiet w różnym sieku siedzących przy zastawionym stole

Wybór majowej lektury był bardzo świadomą decyzją. Po przeczytaniu trzech poprzednich książek, w tym dwóch wyróżnionych nagrodą National Book Award, miałyśmy nieodpartą ochotę na zwykłą powieść obyczajową, ot taką, którą po prostu przyjemnie się czyta. Taką, która da chwilę wytchnienia w tych trudnych czasach, w jakich obecnie przyszło nam żyć. Nie oczekiwałyśmy żadnego arcydzieła literackiego. Zaintrygowało nas nazwisko Lucindy Riley, autorki serii „Siedem sióstr” oraz bajeczny motyl na okładce powieści. Zresztą inne motyle pojawiają się także później przy kilku rozdziałach, wspaniale je uzupełniając.

Zauważyłyśmy tu duże podobieństwo roli ilustracji do czytanej przez kilka z nas powieści „Wszystkie kwiaty Alice Hart”. Tam były australijskie rośliny, tu angielskie motyle. Wspomniana okładka książki sprowokowała nas do szczególnej zabawy, jedna z pań założyła na spotkanie koszulkę z kolorowymi motylami, a pozostałe klubowiczki rozpoczęły mentalne przeszukiwanie swoich szaf.

zdjęcie przedstawia grupę sześciu kobiet w różnym wieku siedzącą przy stole, w rękach trzymają książki

Wszystko zaczęło się od łąki, na której pasły się krowy. I pewnie by tak zostało, gdyby nie powstał falowiec. Ów dziwny twór opisuje w swej książce „Latawiec z betonu” Monika Milewska. Wraz z twórcą tego niezwykłego budynku przemierzamy kolejne klatki i mieszkania. Poznajemy ludzi niezwykłych i całkiem zwyczajnych, oraz jedną krowę, która zamieszkała na balkonie.

na zdjęciu widoczne trzy kobiety siedzące przy zastawionym stole

Chaos, chaos, jeden wielki chaos, - tak w skrócie można opisać książkę Sigrid Nunez pod tytułem „Przyjaciel”. Kolejny raz otrzymałyśmy do przeczytania książkę nagrodzoną nagrodą National Book Award i kolejny raz byłyśmy zawiedzione. Miała to być, w zapowiedzi, „wzruszająca i mądra powieść o tym, co w życiu najważniejsze”, opowiadająca „w sposób  błyskotliwy i przenikliwy o przyjaźni, miłości i śmierci, jak też o wartościach, jakie do naszej egzystencji wnoszą zwierzęta”.

Tymczasem...książka ta, jest, jak to ujęła jedna z pań, „przeintelektualizowanym esejem, bo powieścią tego nazwać nie można”. Kolejna opinia: „bezład zapisków, wspomnień i spostrzeżeń na charakter twórczości pisarza i jego samego”.

pięć kobiet w średnim wieku siedzi przy stole, ma stole przed nimi dzbanek, ciastka, książki i kwiaty

Dokładnie to słowo przychodzi nam na myśl po przeczytaniu ostatniej lektury „Żółty dom. Wspomnienia” książkowego debiutu  parającej się dotychczas dziennikarstwem Sarah M. Broom. Zachęcone opisami na ostatniej stronie okładki o treści: „Niezwykły portret afroamerykańskiej rodziny i wyzwań, z jakimi przyszło jej się mierzyć na przestrzeni blisko stu lat” oraz „Żółty Dom to arcydzieło literatury historycznej, politycznej, socjologicznej i wspomnieniowej. Nie, to po prostu arcydzieło, kropka…”, a także dodatkowo zaintrygowane miejscem czyli Nowym Orleanem, który już raz stanowił tło dla omawianej przez nas książki, rozpoczęłyśmy nierówną walkę z lekturą.

na zdjęciu widoczna jest grupa 6 kobiet siedzących przy stole, na stole filiżanki z herbatą i ciasto, trwa dyskusja

Zwiodło nas właściwie wszystko – nazwa wydawnictwa, bo po Znaku spodziewałyśmy się naprawdę dobrej książki, informacje na okładce zapowiadające niezwykłą biografię Ady Lovelace i tajemniczy napis, że pierwszy program komputerowy napisała kobieta. Tymczasem właściwie nie wiedziałyśmy jak sklasyfikować tę książkę. Nie jest  to powieść, ale też nie biografia, to taka sobie opowieść o panu Babbage'u, trochę o Adzie oraz jej współpracy i przyjaźni z panem Babbage'm, trochę o Dickensie, trochę o Byronie i o jego żonie... a właściwie, jak to określiła jedna z klubowiczek, o ogromnym postępie rewolucji przemysłowej  w XIX wieku.

cztery kobiety siedzą przy stole, jedna jest odwrócona tyłem, na stole filiżanki z herbatą i ciasto, trwa dyskusja

Dokładnie tak. Skromna była okładka książki, skromny jej temat, skromny jest również dorobek literacki Alistaira MacLeod’a, uważanego za jednego z najlepszych kanadyjskich pisarzy XX wieku, a jednak z tej niepozornej lektury bije niesamowita siła. Siła, którą emanują bohaterowie opowiadań o ludziach osiadłych w surowych sceneriach Nowej Szkocji i Nowej Funlandii, rybakach i górnikach z pokolenia na pokolenie zamieszkujących nad zimnymi wodami Atlantyku i dzielnie znoszących swój ciężki los, bez cienia buntu czy rozgoryczenia, z rzadka tylko szukających zapomnienia w alkoholu.

Co jest tytułowym cudem, można dywagować. Piątkowe spotkanieDyskusyjnego Klubu Książki poświęcone było książce o której ciężko będzie zapomnieć. A jest nią

"Cud" Emmy Donoghue.
Autorka przenosi nas do Irlandii połowy XIX wieku zaraz po zakończeniu panującego 4 lata wielkiego głodu.
Udaje jej się bardzo dobrze przekazać atmosferę chrześcijańskiej wioski i zderzyć tę zaściankowość z nowoczesnym, na ów czas, podejściem do świata przez niezależną i oświeconą kobietę. Tu zabobonność staje na równi z religijności. A fanatyzm, który wyrządzająca szkodę, nie jest nawet w stanie poprzez naukowość czy racjonalność być powstrzymany. Odkrywana tajemnica, zarówno ze strony Anny jak i Lib, przeraża i jednocześ

nie zadziwia, rozciąga się w czasie, powoli odsłaniając kolejne karty. Stosunkowo krótka powieść, staje się niezwykle pojemna i do samego końca zajmująca.