Grudniowe czwartkowe spotkanie DKK poświęcone książce „Bezmatek” Miry Marcinów wywołało wyjątkowo żywą i momentami emocjonalną dyskusję. Opinie klubowiczek były bardzo podzielone – od uznania dla odwagi i formy, po poczucie dyskomfortu i trudności w odbiorze. Ta rozbieżność dobrze oddaje charakter książki, czego potwierdzeniem może być również średnia ocen czytelników – 6,36.

Książka zawiera wyraźne elementy autobiograficzne i koncentruje się na skomplikowanej relacji córki z matką – relacji pełnej napięć, zaniedbań i chaosu. Matka, artystka nadużywająca alkoholu, bywa skrajnie nieodpowiedzialna. Świadczą o tym choćby sceny nocnego wyjścia z dziećmi na sanki, zakończonego złamaniem ręki i koniecznością czekania z wizytą na SOR-ze do rana – z obawy przed umieszczeniem matki w izbie wytrzeźwień. Jednocześnie nie jest to portret jednoznacznie negatywny. Mimo problemów finansowych i emocjonalnych matka samotnie wychowuje dwie córki i na swój sposób stara się wypełniać rolę opiekunki.
Co szczególnie ważne, córka bardzo kocha matkę i często ją wręcz idealizuje. Docenia jej dbałość o estetykę codzienności, umiejętność urządzania mieszkania skromnymi środkami, troskę o wygląd oraz liczne rady życiowe. Ta miłość sprawia, że doświadczenie choroby nowotworowej matki, a następnie jej śmierci, staje się dla narratorki ogromnym cierpieniem. Żałoba jest długotrwała, a pogodzenie się ze stratą ma wymiar niemal traumatyczny.
Silnym i poruszającym motywem jest zestawienie dwóch krańcowych etapów życia: narodzin i umierania. Autorka jednocześnie opiekuje się małym dzieckiem i umierającą matką – w jej codzienności współistnieją wózek dziecięcy i wózek dla chorej, pieluchy dla niemowlęcia i dla osoby w stanie terminalnym. To zestawienie szczególnie mocno unaocznia zamykanie się kręgu życia.

Na uwagę zasługuje także forma książki: fragmentaryczny język, puste strony, urwane myśli przypominające zapis strumienia świadomości. Dla części czytelniczek był to zabieg bardzo ciekawy i trafny, dla innych – utrudniający lekturę.
„Bezmatek”okazało się lekturą dzielącą, ale właśnie dzięki temu stało się punktem wyjścia do wartościowej rozmowy o relacjach rodzinnych, miłości mimo krzywdy, żałobie i pamięci.
Na stole zagościły m.in. takie specjały: wieniec drożdżowo-serowy, tort „Czarny Las”, kruche ciasteczka, gwiazdki, ciasto maślankowe i karpatka. Było naprawdę pysznie. A ze strony biblioteki zostałyśmy obdarowane paczuszkami ze świątecznym siankiem i czekoladowymi mikołajami.
Magdalena Marszał




