na zdjęciu widoczne trzy kobiety siedzące przy zastawionym stole

Chaos, chaos, jeden wielki chaos, - tak w skrócie można opisać książkę Sigrid Nunez pod tytułem „Przyjaciel”. Kolejny raz otrzymałyśmy do przeczytania książkę nagrodzoną nagrodą National Book Award i kolejny raz byłyśmy zawiedzione. Miała to być, w zapowiedzi, „wzruszająca i mądra powieść o tym, co w życiu najważniejsze”, opowiadająca „w sposób  błyskotliwy i przenikliwy o przyjaźni, miłości i śmierci, jak też o wartościach, jakie do naszej egzystencji wnoszą zwierzęta”.

Tymczasem...książka ta, jest, jak to ujęła jedna z pań, „przeintelektualizowanym esejem, bo powieścią tego nazwać nie można”. Kolejna opinia: „bezład zapisków, wspomnień i spostrzeżeń na charakter twórczości pisarza i jego samego”.

zdjęcie przedstawia grupę sześciu kobiet w różnym wieku siedzącą przy stole, w rękach trzymają książki

Wszystko zaczęło się od łąki, na której pasły się krowy. I pewnie by tak zostało, gdyby nie powstał falowiec. Ów dziwny twór opisuje w swej książce „Latawiec z betonu” Monika Milewska. Wraz z twórcą tego niezwykłego budynku przemierzamy kolejne klatki i mieszkania. Poznajemy ludzi niezwykłych i całkiem zwyczajnych, oraz jedną krowę, która zamieszkała na balkonie.

pięć kobiet w średnim wieku siedzi przy stole, ma stole przed nimi dzbanek, ciastka, książki i kwiaty

Dokładnie to słowo przychodzi nam na myśl po przeczytaniu ostatniej lektury „Żółty dom. Wspomnienia” książkowego debiutu  parającej się dotychczas dziennikarstwem Sarah M. Broom. Zachęcone opisami na ostatniej stronie okładki o treści: „Niezwykły portret afroamerykańskiej rodziny i wyzwań, z jakimi przyszło jej się mierzyć na przestrzeni blisko stu lat” oraz „Żółty Dom to arcydzieło literatury historycznej, politycznej, socjologicznej i wspomnieniowej. Nie, to po prostu arcydzieło, kropka…”, a także dodatkowo zaintrygowane miejscem czyli Nowym Orleanem, który już raz stanowił tło dla omawianej przez nas książki, rozpoczęłyśmy nierówną walkę z lekturą.

na zdjęciu widoczna jest grupa 6 kobiet siedzących przy stole, na stole filiżanki z herbatą i ciasto, trwa dyskusja

Zwiodło nas właściwie wszystko – nazwa wydawnictwa, bo po Znaku spodziewałyśmy się naprawdę dobrej książki, informacje na okładce zapowiadające niezwykłą biografię Ady Lovelace i tajemniczy napis, że pierwszy program komputerowy napisała kobieta. Tymczasem właściwie nie wiedziałyśmy jak sklasyfikować tę książkę. Nie jest  to powieść, ale też nie biografia, to taka sobie opowieść o panu Babbage'u, trochę o Adzie oraz jej współpracy i przyjaźni z panem Babbage'm, trochę o Dickensie, trochę o Byronie i o jego żonie... a właściwie, jak to określiła jedna z klubowiczek, o ogromnym postępie rewolucji przemysłowej  w XIX wieku.

cztery kobiety siedzą przy stole, jedna jest odwrócona tyłem, na stole filiżanki z herbatą i ciasto, trwa dyskusja

Dokładnie tak. Skromna była okładka książki, skromny jej temat, skromny jest również dorobek literacki Alistaira MacLeod’a, uważanego za jednego z najlepszych kanadyjskich pisarzy XX wieku, a jednak z tej niepozornej lektury bije niesamowita siła. Siła, którą emanują bohaterowie opowiadań o ludziach osiadłych w surowych sceneriach Nowej Szkocji i Nowej Funlandii, rybakach i górnikach z pokolenia na pokolenie zamieszkujących nad zimnymi wodami Atlantyku i dzielnie znoszących swój ciężki los, bez cienia buntu czy rozgoryczenia, z rzadka tylko szukających zapomnienia w alkoholu.